Statystyki odwiedzin  

Dzisiaj: 5
Wczoraj: 10
Poprzedni tydzień: 282
Poprzedni miesiąc: 606
Ogółem: 91830

Poland 54.5%Poland
United States 39.3%United States
Germany 1.4%Germany
United Kingdom 1.1%United Kingdom
Canada 0.4%Canada
   

   

   

   

   
 
   
   

Gitara jak droga

(Fragment artykułu z Tarnowskiego "Gościa niedzielnego" 2011-05-08)

Fiat – zawsze jestem na takW 2008 r. w Szynwałdzie pod Tarnowem ks. Artur Mularz zorganizował naukę gry na gitarze. Otwierał szeroko oczy, kiedy zgłosiło się 60 młodych chętnych. W dużej mierze z tej właśnie grupy powstał zespół „Fiat – zawsze jestem na tak”. – Gitara w parafii to jest symbol kontaktu z młodymi, taka droga do młodzieży. Dzięki niej do kościoła przyszli ludzie, którzy na spotkania formacyjne choćby KSM raczej by nie przyszli. Ściągnęła ich tu muzyka, fakt, że mogą pograć i pośpiewać z innymi – mówi ks. Mularz. Zespół muzyczny stał się środowiskiem wzrastania w wierze, dojrzewania życiowego. – Jest formą spotkania z Kościołem, samych wykonawców, ale także naszych słuchaczy – mówi ks. Artur. – Wraz z moją żona Marysią jesteśmy jedynym małżeństwem w zespole i mamy świadomość, że młodsi z 30-osobowej grupy czasem patrzą na nas, szukają świadectwa, jakiejś nauki – dodaje Szymon Plebanek, basista. Kiedy zdarza się im koncertować, to ze sceny emanuje duża energia i radość. – Opowiadamy o Bogu, o naszej wierze, chcemy pokazać, że wiara jest radosna, że jej wspólne przeżywanie daje frajdę i że żywiołową muzyką można równie dobrze się modlić, jak na klęczkach – deklaruje Olga Kantor. Nie szukają sławy, choć miło im, kiedy są zapraszani. Starają się profesjonalnie przygotować, choć zawodowo pewnie muzyki traktować nie będą. 


Złoty kościelny

(Artykuł z Tarnowskiego ”Gościa niedzielnego” 2009-12-20)

Zakrystianin od zakrystii. Do Mszy służył jeszcze po łacinie, nawet kilka razy dziennie biegał na wieżę pokonując 64 schody, odprowadzał zmarłych, przerzucił kilkaset ton węgla, żeby żywi mogli się modlić w cieple. Nadal służy parafii, choć mija już pół wieku Bożej służby.

Tekst i zdjęcia ks. Andrzej Turek

Ludwik ChrostekChociaż to zwykły dzień adwentowy Ludwik Chrostek wygolony, w marynarce, pod krawatem. Tryska wigorem. Nie wygląda na swoje 71 lat, z których równo 50 przeżył w Szynwałdzie jako kościelny. No może ten czas zdradzają trochę jego ruchy - wprawne, znające każdy zakamarek czy przycisk w zakrystii oraz postawa - pełna godności i przejęcia gdy zwija obrus z ołtarza, przestawia mszał, z ostrożnością stąpa w prezbiterium, jakby stopy już same wiedziały, że dotykają miejsca świętego. – To chodźmy na wieżę, wszystko księdzu redaktorowi pokażę – zaprasza. Wspinamy się po stromych schodach. Raz, dwa, raz, dwa. Uff! Zaczyna mi brakować oddechu i czuję jak zraszają mnie pierwsze strużki potu. Gdy przez myśl mi przebiega, że ta reporterska robota kiedyś mnie wykończy, ku swojemu przerażeniu widzę jak mój krzepki przewodnik sadzi po dwa stopnie naraz! – Tu jest dokładnie 64 schody. Przez 30 lat, kiedy nie było prądu i trzeba było dzwonić i nakręcać zegar, biegałem nimi nawet kilka razy dziennie. Ja tak zawsze po dwa, bo nie ma się co z tym bawić – uśmiecha się, gdy już stoimy pod dzwonami, a ja spotniały próbuję dojść do siebie.

Kościół i poza kościołem

Kościelny - Ludwik ChrostekKościelną służbę zaproponował mu przed półwieczem ks. Piotr Kyrcz, ówczesny szynwałdzki proboszcz. – Trochę znałem zajęcie kościelnego, bo byłem ministrantem jeszcze z łacińską ministranturą – podkreśla z odcieniem dumy jubilat. – To była sztuka: odpowiadać przy Mszy po łacinie. Uczyłem się z takiej książeczki, a w służbę wprowadzał mnie proboszcz – dodaje. Przykład pana Ludwika pokazuje, że służba kościelnego obejmuje właściwie całokształt parafialnego życia: to, co w kościele, przy kościele i poza kościołem. Szynwałdzki kościelny służył do Mszy św., towarzyszył księdzu podczas kolędy, asystował przy ślubach i pogrzebach, dbał o porządek przykościelnego placu. – Najwięcej pracy jest oczywiście podczas świąt i uroczystości – mówi. – Choć, w sumie, na co dzień trzeba być obowiązkowym, a w zimie dochodziło jeszcze palenie w piecu. Stoimy w suterenach świątyni. Ludwik informuje, że miał to być dolny, zimowy kościół, ale nigdy nim nie został. Za to mieściła się tu kotłownia. – Wstawałem o 4. rano, żeby napalić. Cicho, ciemno, zimno. Przez 20 lat, o tutaj, z tego kąta – pokazuje. – przewoziłem węgiel i wrzucałem do pieca. Średnio 15 ton rocznie – dodaje. Szybko obliczam w myślach: 20 razy 15 to daje 300 ton! Tyle przeszło przez ręce Ludwika w ciągu 20 lat. – Oho, teraz z gazem i nowoczesnym piecem, to luksus – mówi gładząc pieszczotliwie mruczące urządzenie z napisem Lamborghini. – Przeżyłem 3 piece i 5 proboszczów – uśmiecha się naraz jubilat.

Czas kościelny

Zegar kościelny– Dwoma dzwonami to jeszcze dałem radę dzwonić, ale trzema to już nie – wspomina złoty kościelny. – Brałem wtedy do pomocy jakiegoś ministranta. Chłopcy mieli uciechę. Ale zegar nakręcałem zawsze sam – podkreśla. Zegar, tak jak i dzwony, przestawił się już na elektrykę. Ale Ludwik z czułością ujmuje grube liny, którymi przez lata poruszał serca olbrzymich dzwonów obwieszczając parafianom radości i smutki, codzienne przybywanie Anioła do Maryi i niecodzienne uroczystości, czas wesela i płaczu. Gdzieś z zakamarków wieży wydobywa archaiczną korbę do zegara, którą codziennie napędzał kościelny czas. – Zegar mamy porządny, z 1928 r., ale wciąż chodzi bez zarzutu – Boży zegarmistrz prezentuje z chlubą mechanizm urządzenia rozedrganego mnogością trybików i kółek. Tykanie, ruch, przemijanie. Przez okiennice wyglądam w dół. Auta sunące szosą tkną ciemność ruchem reflektorów jak pośpiesznym skalpelem. Tam i z powrotem. Z powrotem i tam. Odwracając głowę dostrzegam inskrypcję, którą jakaś niewidzialna ręka dość niezdarnie wygrawerowała na kawałku ściany: „Chrostek Ludwik kościelny od 1959 r.”. – No, ktoś się bawił – szepcze opisany. – Ale to już rzeczywiście tyle lat… – dodaje w zamyśleniu. Schodząc, zaglądamy na chór. W dole feeria roratnich świateł niesionych procesyjnie w dziecięcych dłoniach. Oto nowe pokolenie wstępuje, dosłownie i w przenośni, w tajemnice Kościoła, podejmując jego prastarą pieśń wiary „Archanioł Boży Gabryel posłan do Panny Maryi…”

Przeźroczysta wdzięczność

Ks. Józef Michalski, proboszcz Szynwałdu, podkreśla, że parafia jest bardzo zadowolona z pracy pana kościelnego. – To Boży człowiek, sumienny i rzetelny, a przy tym skromny, ledwo dał się namówić na spotkanie z księdzem redaktorem. Oby nam służył, jak najdłużej – dodaje. Jubilat twierdzi, że bycie kościelnym to raczej powołanie niż praca. Zakres obowiązków jest szeroki, trzeba być stale dyspozycyjnym, a bycie blisko spraw Bożych zobowiązuje do odpowiedniej postawy. – Bynajmniej nie mam się za jakiegoś świętego, ale kościelny musi być przeźroczysty, choćby dlatego, że ma dostęp do finansów czy wina, a względem uczciwości, zaufania nie może być tutaj jakichkolwiek pytajników – podkreśla z naciskiem. Pan Ludwik jest przekonany, że Bóg mu błogosławi w życiu: w rodzinie, która wydała trójkę dzieci, w czterohektarowej gospodarce, którą uprawiał, w kościelnej służbie, której pilnował z oddaniem. – Właściwe nie chorowałem – mówi. – Od Boga mam wszystko, i to również radość, że jest się stale w kościele, gdzie inni zaglądają raz na tydzień czy nawet rzadziej. Jestem wdzięczny Bogu i staram się to okazywać gorliwą służbą.

Ks. dr. Leszek RojowskiKomentarz

Uświęcająca posługa

Ks. dr. Leszek Rojowski, pastoralista

Kościelny zwany także zakrystianinem troszczy się m.in. o porządek w kościele i zakrystii, dba o paramenty i naczynia liturgiczne, świece, oleje, przygotowanie szat i naczyń do sprawowania liturgii, otwieranie i zamykanie kościoła, dzwonienie. Synod Diecezji Tarnowskiej stanowi, że kościelnym może być człowiek autentycznie religijny, uczciwy, posiadający zamiłowanie do pracy i porządku, psychicznie zdrowy, wolny od uzależnień. Kościelny wspiera swoją pracą duszpasterzy i służy całej wspólnocie parafialnej. Jak mało kto może brać czynny udział we wszystkich świętych obrzędach w kościele. To wielka łaska i szansa dla osobistego uświęcenia, byle zawsze pamiętał, że przede wszystkim służy Bogu. 

 

   
© "MIĘDZY NIEBEM A SZYNWAŁDEM" - Nieoficjalny serwis o Parafii N.M.P. Szkaplerznej w Szynwałdzie. Wszelkie prawa zastrzeżone 2010 - 2018